Z czterolatką na cmentarzu

Nieco na czasie, bo pora sprzyjająca… Maryś bardzo chciała wybrać się ze mną na cmentarz celem uprzątnięcia grobów przed Wszystkimi Świętymi. Droga ponad godzinna, więc (jak to zwykle bywa) trzeba było się skupić na rozmowie z dziecięciem. A, że cel podróży wiadomy, to nie zabrakło pytań o śmierć, niebo i umieranie. Niesamowite, z jaką prostotą i pogodą ducha tak malutkie dziecko potrafi podejść do tematu… 😉 Swoim zadziwieniem, że Oni tu wszyscy pomarli…, Maryś zaskakiwała, bawiła, ale i oburzała co poniektórych przechodniów. Po trudzie prób wytłumaczenia Maryni dychotomii dusza w niebie – ciało w grobie, zerknęłam na dziecię nad grobem mojego dziadka.

– Maryś, co robisz?

– Macham. Nie widzisz? (Faktycznie, stała wpatrzona w niebo i machała.)

– Dlaczego machasz?

– No, do tego Twojego dziadka, bo jak on jest w niebie, to teraz nas widzi, że go tu odwiedziłyśmy… – odpowiedziała tonem takiej oczywistości oczywistej, aż zrobiło mi się głupio, że pytam.

I tak nad kilkoma kolejnymi grobami – aż do Zaduszek 😉 Widocznie i tak można…