To (nie) jest trudne!!!

Ile z nas, mam, może poszczycić się ścisłymi zdolnościami, czy takim też wykształceniem? Raz, dwa, trzy… Nie widzę lasu rąk! Dlaczego?

Do podzielenia się własnymi przemyśleniami skusił mnie niedawny tekst „Wysokich Obcasów” podejmujący problem stygmatyzacji dziewczynek, jako z góry skazanych na niepowodzenia w obrębie nauk ścisłych. Zgadzacie się z takim stereotypem?

100_7353

Foto: mamafia.pl

Nie ukrywam: zagadnienie to dla mnie istotne, bo na własnej skórze doświadczyłam problemu. Wychowana w domu, gdzie mama była humanistką, tata zaś ścisłowcem, dorastałam w przekonaniu, że matematyka to rzecz tylko i wyłącznie do ogarnięcia dla męskiej części globu. Co więcej, ilekroć podczas spotkań towarzyskich mówiono o mojej edukacji, wielu rozmówców podzielało obawy rodziców co do moich umiejętności w obrębie przedmiotów ścisłych. Samospełniająca się przepowiednia… Przykład niemal książkowy. Do dziś pamiętam pierwsze lekcje matematyki, podczas których wyłączałam się pełna świadomości, że przecież wszystko to jest trudne, nie do opanowania i w ogóle nie dla mnie. Na efekty moich uprzedzeń nie trzeba było długo czekać – im dalej w edukację, tym gorzej. Aura tajemnej wiedzy nie dla mnie rozprzestrzeniła się na kolejne przedmioty. Czas odczarowania dyskalkulii przypadł na egzaminy wstępne do liceum i powierzenie mnie opiece starszej koleżanki. Efekt był wart uznania: egzamin wstępny z języka polskiego (ku łzom rodziców) – dobry, z matematyki zaś – ku zaskoczeniu otoczenia – celujący. Można? Można! W czym więc tkwił problem całych lat mojego dorastania? Obawiam się, że dokładnie w tym, z czym przychodzi się zmierzyć tysiącom dziewczynek od najmłodszych lat życia. To już nie tylko wina wpajanych uprzedzeń, ale także nas, dorosłych, komentujących realia życia społecznego. Kobieta inżynier? Cóż za dziwactwo! Zresztą, zapewne nie tak kompetentna jak jej koledzy z roku… Niech pierwszy rzuci kamień ten, kto choć raz nie wyraził podobnego zdziwienia w stosunku do takiego, czy innego zawodu wykonywanego przez płeć piękną. Podobne zdziwienie z gronie moich znajomych budzi nastolatka żywo zainteresowana studiowaniem mechatroniki. A ja się pytam do jasnej Anielki: a dlaczego by nie?! Skończmy z tym przyczepianiem gęby ścisłowca czy humanisty. Nie przeczę, są wszak zawody, które z racji kobiecej delikatności i uczuciowości (np. te związane z opieką nad dziećmi) przypisane są w przewadze kobietom. Niemniej, apeluję tu wszem i wobec o budzenie w naszych pociechach zapału do poznawania świata w każdym jego aspekcie. Pozwólmy dzieciom odkrywać ich własne pasje i zdolności. Pomóżmy im w tym!