Mamafia?

Witajcie!

Oto nadciągam! Lata planów piśmiennictwa blogowego czas wdrożyć, zamiary przekształcić w czyny!

Dlaczego Mamafia? Kto jest wiernym czytelnikiem publikacji Leszka K. Talki – wie. Panie Leszku, jeszcze raz ogromne dzięki za udzielenie zgody na wykorzystanie pojęcia (ech, co ja bym zrobiła bez Facebooka…). Kilka lat temu (dokładnie w roku 2009) nabyłam drogą kupna książkę rzeczonego autora: „Pomocy, jestem tatą! Czyli jak być dobrym ojcem i nie osiwieć zbyt szybko”. Nie dla siebie rzecz jasna nabyłam, ale dla małżonka. Książka była prezentem na pierwszy słusznie obchodzony Dzień Ojca. Publikację przejrzałam w księgarni, wydała się ciekawa, dowcipna i co ważne, dla mającego być obdarowanym – napisana z męskiego punktu widzenia. Mąż chętnie czytał, choć z racji pojawienia się brzdąca w domu, podejść do książki czynił wiele, często bez skutku. (Fakt numer 1 – gdy pojawia się dziecko, doba nie wydłuża się, a obowiązków przybywa.) W każdym razie czytał. Czytał, czytał i się chichrał. Oj Panie Leszku, gdy i ja się zabrałam za lekturę… O matko i córko, i synu w planach… Pierwsze wrażenie: śmichy chichy, ale chłop gotów mi się zaraz wystraszyć tego ojcostwa i bycia mężem matki! Drugie wrażenie: mężczyźnie, a zwłaszcza młodemu ojcu, potrzebne jest satyryczne spojrzenie na tak poważne zmiany w życiu. Im dłużej jestem matką (cztery lata i trzy miesiące + pięć i pół miesiąca w drugim – syna – przypadku) zauważam coraz więcej prawidłowości w życiu młodych rodziców, o których pisał L. Talko.

Kim są wreszcie te mamafie? To młode matki, którym dziecko wywraca świata do góry nogami, zmienia hierarchię wartości wszelakich, nawet w kwestii postrzegania kategorii porządku w domu, ale o tym kiedy indziej. Mamafia brzmi przekornie i groźnie. Fakt 2 – troszkę z Talki, troszkę ze mnie – dziecko (dzieci) wydobywają z mam niesamowite pokłady energii na rzecz samozorganizowania się, a przede wszystkim walki o dziecko na każdym podłożu.

Książkę L. Talki polecam, mimo pierwszego maminego szoku. Ku przestrodze. Dlaczego? Przekonajcie się same, bo to pozycja nie tylko dla tej niezbyt pięknej płci.