Literacki wysiłek

Witajcie,

zabiegana ostatnio jestem i mało czasu na pisanie, ale muszę dziś irytację przelać na klawiaturę… Jak co wieczór czytam Młodej to i owo. Od kilku miesięcy jesteśmy bywalcami (razem z Francesco 😉 lokalnej biblioteki. Maryś dostała własną kartę biblioteczną, więc się czuje ważna. Ale… o wadach i pozytywach wychowania bibliotecznego wkrótce…

Od kilku dni czytamy Janoscha. O ile Ach, jak cudowna jest Panama jest książką z przesłaniem, ładnie, ciekawie napisaną, tak reszta znacznie odstaje od reszty. Ale nie fabuły chcę się uczepić, ale przede wszystkim przekładu. Bo jeśli w książce notorycznie pojawiają się błędy językowe, na które dziecku zwracam uwagę, to trafia mnie szlag. Jeżeli kolejny raz czytam, że tygrysek zobaczył jak ZAPALIŁO SIĘ ŚWIATŁO…AAAAAAAAAAA!!!!!!!! Zamiast się zrelaksować wieczorem człek musi wysilać się podczas lektury do poduszki i co chwila kreować własną wersję tekstu. Dopóki dziecię nie opanowało jeszcze sztuki czytania!