Fast czy food?

Dziś sporo w mediach mówiło się o rocznicy otwarcia pierwszego McDonald’s w Polsce. Tak, celowo nie używam słowa restauracja, bo nazywanie baru szybkiej obsługi restauracją bije mnie po oczach od tych ponad dwu dekad. Ale fakt, pamiętam ten szał, pamiętam te wiadomości. I pamiętam te kolejki, gdy w kilka miesięcy później powstał kolejny McDonald’s w jednym z pobliskich miast. To był powiew Zachodu! Podobnie zresztą, jak pobliski sklep Future – pierwszy supermarket, w którym wszystko było jasne i kolorowe. Tu poznałam smak jogurtów, lodów wodnych… Człowiek się delektował tym, co dziś ma na co dzień.

Tak zwane fast foody cieszą się ponoć popularnością wśród dzieci od najmłodszych lat. Fakt: wielokrotnie widziałam w podobnych miejscach niemowlęta podkarmiane frytkami i miękkimi bułeczkami. Biję się w piersi: i mnie się to niedawno zdarzyło, acz w sytuacji awaryjnej, w tak zwanej drodze.

Ku mojej jednak radości udało mi się wpoić starszej latorośli, że śmieciowe jedzenie jest niezdrowe i niesmaczne. Maryś skończyła już 5 lat i krzywi się na widok napojów gazowanych, których zechciała swoją drogą kiedyś spróbować. Jedyną wspólnie akceptowalną do przełknięcia potrawą są frytki – podobno z ziemniaków 😉

Zastanawiam się, jak moje dzieci – kolejne już pokolenie urodzone w wolnej Polsce – zareagują na opowieści z czasów końca PRL-u…